Jest akt oskarżenia ws. Spółdzielni Mieszkaniowej Sokolnia w Sosnowcu

Prokuratura Okręgowa w Katowicach zakończyła śledztwo dotyczące nieprawidłowości w Spółdzielni Mieszkaniowej Sokolnia w Sosnowcu.

Statue of justice - fot. Fotolia

Statue of justice – fot. Fotolia

Do Sądu Okręgowego w Katowicach skierowano akt oskarżenia przeciwko 4 osobom. Wśród oskarżonych jest była prezes spółdzielni, dwaj członkowie zarządu spółdzielni oraz osoba, która nabywała od spółdzielni mieszkania.

Była prezes oskarżona została o popełnienie 9 przestępstw. Zarzucono jej wyłudzenie na szkodę lokatorów i najemców kwoty łącznie 151.000 złotych. Oskarżona również została o niegospodarność na szkodę zarządzanej przez nią spółdzielni, gdzie szkoda oszacowana została na kwotę 3.873.420 złotych oraz o prowadzenie ksiąg rachunkowych spółdzielni wbrew przepisom ustawy.

Jeden z wiceprezesów spółdzielni oskarżony został o fałszowanie uchwał spółdzielni, które następnie przedkładane zostały notariuszowi.

Ryszard Sz. z kolei oskarżony został o popełnienie 6 przestępstw: działanie na szkodę spółdzielni, jako ustanowiony pełnomocnik, i wyrządzenia jej szkody w kwocie 1.800.000 złotych oraz oszustwa na szkodę osoby, która była jego kontrahentem.

Z materiału dowodowego wynika, iż oskarżona przyjmowała od najemców mieszkań pozostających w zasobach tej spółdzielni wpłaty na wykup mieszkań, podczas gdy wcześniej mieszkania te zostały sprzedane na rzecz oskarżonego w tej  sprawie Ryszarda Sz. W dwóch przypadkach w momencie przekazywania przez lokatorów wpłat na wykup mieszkania zawarte zostały umowy przedwstępne dot. ich sprzedaży na rzecz Ryszarda Sz. i w ostateczności mieszkania te zostały sprzedane na jego rzecz a lokatorzy nie uzyskali zwrotu wpłat.

Zarzut niegospodarności (przedstawiony byłej prezes ) związany jest przede wszystkim:

– z dokonywaniem wypłat na rzecz Ryszarda Sz. z tytułu rzekomo wykonywanych usług remontowo-budowlanych na rzecz spółdzielni. Z zarzutu aktu oskarżenia wynika, iż dokonywane przez Spółdzielnie wypłaty stanowiły podstawę  do rozliczeń z Ryszardem Sz. dokonywanych  w związku z zakupem przez niego od spółdzielni nieruchomości,

– z dokonywaniem wypłat na rzecz Ryszarda Sz. w sytuacji gdy wartość usług remontowo- budowlanych wskazanych w fakturach nie odpowiadała rzeczywistej wartości wykonanych prac,

– ze zbyciem nieodpłatnie 8  mieszkań  osobom (w tym Ryszardowi Sz), które nie miały uprawnień do nabycia mieszkań nieodpłatnie.

Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. Grozi im kara pozbawienia wolności do lat 10.



Powiązane posty

  • grazia

    i bardzo dobrze,że wzięli się im za d..y!!! Od 25lat mieszkam w domu byłej w/w spółdzielni i nijak nie mogę wykupić mieszania, bo sprzedali najpierw panu Sz a teraz Sz odsprzedał następnym eheh brak słów co sie dzieje!!!

  • korektor

    Jeszcze należy wziąć „Jagiellonkę” z Sosnowca do lustracji. Tam dopiero siedzi towarzystwo wzajemnej adoracji z lat 70/80-tych. Mieszkania wykupione przez swoich za „psie” pieniądze, a statut skrojony pod własne potrzeby i korzyści. O gospodarności należy w ogóle zapomnieć od niepamiętnych czasów. Zebrania tylko dla ścisłej ekipy zarządu, zero informacji o danych bilansowych (tych prawdziwych) itd… itp… Gdy przyjdzie coś wyjaśnić w administracji, bez kija nie podchodź. Szczególna „kulturą i kompetencjami” wyróżnia się dyrektor tejże spółdzielni i paru zgrzybiałych członków zarządu, którzy dawno powinni juz uprawiać ogródki działkowe a nie brać kasę, za nic nie robienie i „betonowy” mózg. Wykupowanie mieszkań też jest tylko po uważaniu, sąsiad nade mną i pode mną może , ale dla mnie są jeszcze nie uregulowane grunty…

  • Z Budki na Szklarnianej

    Ciekawam dlaczego to wszystko tak długo trwało oraz dlaczego za sprawę zabrała się Prokuratura Okręgowa w Katowicach.
    To
    ta nasza sosnowiecka Prokuratura była za cienka na tego Ryszarda Sz.
    oraz resztę cwanych biznesmenów robiących interesy na biednych
    ludziach.
    A może dobrze ich lokalnie znali i woleli za Górskiego z nimi nie zadzierać.
    Trzeba napisać do tych telewizji co pokazywali wtedy sosnowiecką
    aferę na cały kraj – niech teraz pilnują dalszego ciągu

  • Ul. Okulicka

    Dość długi ale ciekawy – warto poczytać:

    Archiwalny materiał z blogu
    http://sosnowieckimoher.blogspot.com/2014/02/nie-jestem-gangsterem-zawsze-mozna-ze.html
    – który warto przypomnieć w tej sprawie.
    „…..Przypomnijmy
    sobie dziś sprawę, która ciągnie się kilka ładnych lat. Ciągnie się i końca nie
    widać. Ciągnie się mimo, iż postanowiły coś na niej ugrać zaangażowały
    się w nią posłowie PO w osobach Jarosława Pięty i Anny Nemś oraz kandydat na
    prezydenta naszego miasta Arkadiusz Chęciński. Wielka szkoda, iż zlikwidowany
    został portal sosnowiec.info, w związku z czym zniknęła wypowiedź tego
    ostatniego. Na szczęście pamięć mam dobrą i zamierzam przypomnieć, co
    powiedział zdesperowanym ludziom, którzy przyszli do niego po pomoc w czasach
    gdy pełnił funkcję wiceprezydenta naszego miasta. Otóż „to nie jest sprawa gminy”.
    Jak
    wspomniałem na wstępie dziś tylko sobie przypomnimy historię. Wszystko, co
    znajduje się poniżej to fragmenty artykułów, opublikowanych na różnych
    portalach miejskich (sosnowiec.naszemiasto, sosnowiec.gazeta, esosnowiec
    Rok 2004.
    W Sosnowcu przy ulicy Dekerta są trzy
    pasaże handlowe. Właścicielką dwóch z nich, Zielonego i Merkurego, jest Marzena
    Sznajder. Całością interesów zarządza jej mąż, Ryszard. Kupcy twierdzą, że mają
    już dość zachowań administratora.
    Nie jestem gangsterem. Zawsze można ze
    mną negocjować, ale trudno wymagać, żebym działał charytatywnie – mówi Ryszard
    Sznajder.
    Wszystkich nas traktuje z góry. Nie dba
    o targowisko, nikt tu nie sprząta, woda z rynien leje się nam na głowę, zalewa
    towar – mówi jedna ze sprzedawczyń.
    Pod nieobecność właścicielki jednego ze
    stoisk włamał się do kiosku, pozmieniał zamki. Policja stwierdziła włamanie z
    kradzieżą, a prokuratura umorzyła sprawę ze względu na niską szkodliwość czynu.
    Takich przypadków było kilka – kiwa głową pani ze stoiska spożywczego.
    Przeciw Ryszardowi Sznajderowi
    wniesiono sprawę o fałszerstwo podpisu na niektórych umowach najmu lokalu.
    Stało się to, kiedy część handlowców chciała zrezygnować z działalności. Nie
    uzyskali zgody. Wśród nich była Marlena Szczęsna-Sobczyk
    Pan Ryszard zgodził się skrócić mi
    umowę o rok – mówi pani Marlena. – Postawił warunek: zapłatę z góry równą
    wartości rocznego czynszu. Proponowałam, że oddam mu stoisko, chociaż żeby je
    nabyć, musiałam zapłacić Ryszardowi Sznajderowi 9 tysięcy złotych zaliczki. Nie
    zgodziłam się. Kiedy handel praktycznie zamarł, wielu z nas prosiło o obniżenie
    czynszu, który wynosił w moim przypadku 620 zł za 5 m kwadratowych. Otrzymaliśmy
    pismo z odmową i dopiskiem: powinniśmy się cieszyć, że czynsz jeszcze nie
    wzrósł.
    Rok 2009.
    Niemal 50 lokatorów bloków przy ul.
    Gen. Okulickiego w sosnowieckiej Niwce podpisało nowe umowy najmu mieszkań…
    in blanco. Teraz boją się, że wysokość czynszu jaką wpisze w puste miejsce nowy
    właściciel może być dowolna, na przykład 15 zł. za metr kwadratowy. Wielu z
    nich to emeryci i renciści z kilkusetzłotowymi świadczeniami.
    Podeszli nas jak dzieci. Zjawili się w
    sobotę wielkanocną, przedstawili jako przedstawiciele ADM, czyli administratora
    i podsunęli papiery. W ferworze świątecznym podpisywaliśmy nie wiedząc co.
    Otrzeźwienie przyszło po świętach – mówi Dawid Franz jeden z mieszkańców i
    dodaje, że nie dostali kopii, więc nawet nie wiedzą z kim podpisali umowy.
    Jeszcze na początku roku właścicielem
    ponad 50 mieszkań ze 150 znajdujących się przy ul. gen. Okulickiego była
    spółdzielnia mieszkaniowa „Sokolnia”, jednak kilka tygodni temu
    sprzedała udziały osobie prywatnej. Jak wynika z umowy najmu, do której
    dotarliśmy, właścicielem został Ryszard Sznajder, który posiada wiele
    nieruchomości na terenie Zagłębia.
    Przed rokiem prowadziliśmy negocjacje z
    tym panem w sprawie mieszkańców kamienicy przy ul. Modrzejowskiej 45. Żyli w
    niej bez prądu, wody i drzwi wejściowych do mieszkań. Sprawa była głośna, bo w
    wyniku zaniedbań osunęła się jedna ze ścian i budynek groził zawaleniem. Trzeba
    było wyprowadzać lokatorów – mówi nam rzecznik magistratu Grzegorz Dąbrowski.
    Mam małe, 35- metrowe mieszkanie.
    Wcześniej płaciłem około 150 zł czynszu, a obecnie mam 320 zł. To i tak mniej,
    niż pierwsza propozycja nowego właściciela, który chciał pobierać ponad 500 zł.
    Dodatkowo nowy właściciel ustalił sobie 45 zł za wywóz śmieci. Dodać trzeba, że
    w tych mieszkaniach nie ma gazu, centralnego ogrzewania i ciepłej wody. Każdy
    musi sobie jakoś radzić i to są dodatkowe koszty. Z mediami płacę ponad 800 zł
    – żali się Rafał Ciszyński z ul. Okulickiego 8.

    Drastyczna podwyżka czynszów nie jest
    jedynym problemem lokatorów. Jak twierdzą, nowy właściciel pozbywa się z
    budynków najbiedniejszych. -Z mojej klatki wyrzucił już dwie osoby. Może nie
    byli to jacyś superlokatorzy, gdyż na co dzień korzystali z pomocy MOPS, ale
    zostali wyrzuceni bezprawnie. Ten człowiek wszedł do ich mieszkania, wyrzucił
    im rzeczy i po wszystkim. Dodatkowo wywiózł ich do jakichś komórek, bez wody
    czy ubikacji – opowiada Rafał Ciszyński.
    Niestety, lokatorom z ul. Okulickiego
    gmina raczej nie jest w stanie pomóc, gdyż nie posiada mieszkań socjalnych, do
    których ci mogliby zostać przeniesieni. Nowy właściciel po prostu ma swoich
    ludzi, którzy będą płacić więcej. Eksmituje tych, którzy nie płacą, tych którzy
    płacą nieregularnie bądź takie osoby, w przypadku których wie, że nie będą w
    stanie opłacać wyższego czynszu – uważa Zygmunt Witkowski.
    Na ulicy Okulickiego dwukrotnie
    interweniowała policja. Stróże prawa twierdzą jednak, że były to zdarzenia, w
    których nie byli w stanie pomóc lokatorom. Nie działa im się bowiem żadna
    krzywda fizyczna. -Mieszkańcy zostali poinformowani o tym, jak w tej sytuacji
    powinni się zachować. Mówimy tu o zachowaniach zgodnych z prawem. Jeśli nowy
    właściciel zakłada kłódkę na lokalu, który do niego należy, to żaden z
    lokatorów nie może tych kłódek zrywać. W innym przypadku policjanci
    interweniowali z powodu zgłoszenia, że mieszkaniec został wyeksmitowany z
    jednego z mieszkań, bo ktoś wykupił jego lokal. Jeśli lokatorzy mają obawy, że
    ich mieszkania zostały sprzedane niezgodnie z prawem, to mogą zawiadomić o tym
    prokuraturę czy policję – twierdzi Hanna Michta, rzeczniczka prasowa Komendy
    Miejskiej Policji w Sosnowcu.
    Część lokatorów już złożyła doniesienie
    do prokuratury na spółdzielnię Sokolnia, która – ich zdaniem – sprzedała
    mieszkania bezprawnie, bez zachowania ich prawa do pierwokupu.
    owy właściciel najwyraźniej nie przejmuje się sytuacją ludzi z około 50
    mieszkań, które wykupił. Na pytanie o los mieszkańców, zareagował szyderczym
    śmiechem. – Mówiłem, żeby do mnie nie dzwonić. Przed kim mam się bronić? Opinia
    mieszkańców na mój temat w ogóle mi nie przeszkadza. Proszę mnie nie
    rozśmieszać – powiedział nam Ryszard Sznajder.
    Rok 2010.
    Lokatorzy kamienicy przy ul. Tuwima 3 w
    Sosnowcu mieszkają w domu, w którym właściciel sukcesywnie zamurowuje… okna.
    Przed rokiem zarząd spółdzielni mieszkaniowej Sokolnia, za zgodą mieszkańców
    sprzedał Ryszardowi Sz. 130-letnią kamienicę przeznaczoną do rozbiórki. Umowa
    gwarantowała mieszkańcom prawo do lokali zastępczych, które zapewnić miał im
    nowy właściciel. Dostał od spółdzielni ponad 70 tys. zł upustu od ceny, właśnie
    na zapewnienie lokatorom mieszkań zastępczych. Zapłacił za budynek ok. 13 tys.
    zł.
    Lokatorzy nie dostali również
    obiecanych lokali zastępczych. Jak twierdzą – właściciel, wolał tańsze
    rozwiązanie, które nie wymagało od niego inwestowania w lokale zastępcze –
    skutecznie zniechęcał ich do mieszkania w tym domu. Wielu nie wytrzymało presji
    i sami wyprowadzali się np. do ośrodków dla bezdomnych lub mieszkają u sąsiadów
    i rodziny.
    Zaczęło się od tego, że kiedy
    wróciliśmy do domu zastaliśmy w nim dwie osoby, które jak się okazało miały z
    nami zamieszkać – wspomina Emilia Klamer, była już lokatorka tej kamienicy. –
    Administrator twierdził, że ma prawo, bez naszej zgody domeldować nowych
    lokatorów. Później było coraz gorzej. Pewnego dnia przyszła ekipa remontowa i wybiła okna. Później je
    zamurowała. Podobnie zachowywali się u sąsiadów, którzy mają kilkumiesięczne
    dziecko.
    Prokuratura oskarżyła również Ryszarda
    Sz., przedsiębiorcę, który kupił kamienicę przy Tuwima 3 od SM Sokolnia.
    Ryszard Sz. odpowiadać będzie za wyłudzenie 73 tys. 100 zł od spółdzielni,
    dzięki poświadczeniu nieprawdy w umowie zawartej ze SM Sokolnia.
    Przedstawiciele SM Sokolnia czują się
    tak samo poszkodowani przez Ryszarda Sz. jak lokatorzy sprzedanej mu kamienicy.
    Podkreślają, że jej lokatorzy przez długi czas uważali, że zdarzenia do których
    doszło to właśnie ich wina.
    Zostaliśmy nabici w butelkę. Ryszard
    Sz. obiecywał nam, że obiekt zostanie wyburzony, zaś mieszkańcy dostaną lokale
    zastępcze. Wziął na siebie także koszty ewentualnych eksmisji – mówi Jerzy
    Wikoń z zarządu SM Sokolnia.
    Lokatorzy prosili o pomoc miasto.
    Jednak miasto odcina się od sprawy, tłumacząc, że kamienica jest własnością
    prywatną.
    Rok 2012.
    Przed trzema
    dniami krany i toalety wyschły w Warsztatach Terapii Zajęciowej im. Brata
    Alberta, gdzie codziennie przebywa kilkudziesięciu podopiecznych. Placówka
    mieści się w gminnym budynku, ale wodociąg podpięty był do pozakładowych bloków
    spółdzielni Sokolnia. Zaś ta w zeszłym roku sprzedała mieszkania z
    lokatorami prywatnemu przedsiębiorcy, nadal kasowała od lokatorów za wodę, ale sama narobiła kilkadziesiąt tysięcy złotych długów w Rejonowym
    Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji.
    W ostatnich
    dniach wodociągi miały odciąć dostawy do aż 24 nieruchomości Sokolni w
    Sosnowcu. Nieformalnie porozumiały się jednak z większością wystraszonych
    mieszkańców, którzy zrobili zrzutki i na własną rękę pokryli zobowiązania
    spółdzielni.
    W poniedziałek
    Sznajder przegonił ekipę wodociągów, nazajutrz roboty miały zostać wykonane w
    asyście policjantów.
    – Wezwaliśmy
    ich na miejsce, ale właściciel kazał swojemu pracownikowi stanąć przed łyżką
    koparki.
    Policjanci
    przyglądali się temu, nie interweniowali i w końcu poszli radząc, żebyśmy
    skarżyli się w sądzie cywilnym – opisuje Magdalena Pochwalska, prezes RPWiK w
    Sosnowcu.
    Najpierw wystygły kaloryfery, a potem do mieszkań przy ul. Lipowej 24 w
    Sosnowcu przyszedł nowy właściciel i podtykał do podpisu umowy in blanco. – Nie
    wiemy, kiedy spółdzielnia sprzedała blok, ani co z nami będzie – mówią
    lokatorzy, którzy od dwóch tygodni marzną i żyją w strachu.Od 2007 roku
    lokatorzy starają się wykupić mieszkania na własność, ale spółdzielnia się opiera. Rok temu dwie rodziny
    zapłaciły nawet po 30 i 40 tys. zł, bo tyle żądała Sokolnia.
    – Pieniądze
    zostały wyłudzone. Do dziś nie zobaczyliśmy aktu własności, kilka razy prezeska
    umawiała się na termin do notariusza, ale zawsze odwoływała podpisanie umowy.
    Poszliśmy do niej, powiedziała: „A co mi zrobicie? Skarżcie się w sądzie” –
    wspomina młode małżeństwo Aleksandra i Mariusz S.
    Albo spółdzielnia jak zwykle narobiła długu, albo specjalnie chciano nas
    zmiękczyć przed wizytą tajemniczego pana – zastanawiają się lokatorzy.
    Smutny pan w
    czarnym płaszczu pukał od drzwi do drzwi, wyciągał z teczki umowy in blanco i
    przekonywał, żeby na końcu strony postawić podpis. – Mówił, że jest z
    administracji, że mamy nowego właściciela i trzeba odnowić formalności. Ale na
    szczęście sąsiadka rozpoznała, że to Ryszard Sznajder – mówią ludzie.
    Na
    formularzach w miejscu daty i stawki czynszu były tylko kropeczki. Kilku
    starszych mieszkańców złożyło podpisy, ale przybiegli sąsiedzi: – Wytargaliśmy
    papierzyska z rąk Sz. Doszło do szarpaniny. Przyjechała policja. Mundurowym
    powiedział, że jest właścicielem budynku, więc zażądali na dowód aktu
    notarialnego. Nie miał go – opisują szarpaninę lokatorzy.
    Ryszard Sznajder wykupuje w Sosnowcu budynki z mieszkańcami. Zmienia im umowy, podnosi czynsze albo pozbywa się niepokornych mieszkańców. Trzy lata temu w podobny sposób – podając się podobno za pracownika ADM – miał zebrać pod umowami podpisy 50 lokatorów przy ul. Okulickiego. Dwa lata temu kupił od Sokolni kamienicę przy ul. Tuwima i żeby pozbyć się lokatorów, zamurował im okna. Na rynku nieruchomości Sznajder
    działa od 10 lat, od kilku kooperuje z Sokolnią. Jego transakcje kończą się
    protestami, badane są przez policję i prokuraturę, ale zarzutów Sznajderowi
    dotąd nie postawiono.Prezes spółdzielni Sokolnia Anna Czajka twierdzi, że budynek przy ul. Lipowej
    24 nie został jeszcze sprzedany Ryszardowi Sznajderowi. – Jest tylko umowa
    przedwstępna. Sznajder jeszcze właścicielem nie jest, niech się sam tłumaczy,
    dlaczego nachodził ludzi – denerwuje się prezes Czajka. Krzyczy, że budynek
    jest zadłużony na 50 tys. zł. Ale nie umie wskazać, kto z lokatorów nie płaci.
    Nie wie też, dlaczego gazownicy odłączyli licznik 11 dni temu. – Nic nie
    powiem! Niech mnie pan skarży! – śmieje się nerwowo.
    Tymczasem mieszkańcy zaczęli na
    własną rękę badać dokumenty. Odkryli, że od dziesięciu lat na zmianę ze
    spółdzielnią mieszkaniową pojawia się druga Sokolnia – Spółka Mieszkaniowa z
    ograniczoną odpowiedzialnością. Kto ją założył? Po co?
    Jerzy Wilkoń, wiceprezes spółdzielni zapewnił
    lokatorów, że nic o nie wiedział o spółce.
    Prezes Czajka odsyła z pytaniami do wspólników. Sama
    najpierw mówi: – Spółka podszywała się pod spółdzielnię, została już
    rozwiązana. A zaraz potem zapewnia, że obie Sokolnie nie miały ze sobą nic
    wspólnego.
    Sprawdziliśmy w Krajowym Rejestrze Sądowym:
    prokurentem spółki mieszkaniowej Sokolnia była prezes spółdzielni mieszkaniowej
    Sokolnia Anna Czajka.
    Przy okazji wyszedł na jaw fortel, który ułatwił
    Sznajderowi przejęcie części mieszkań przy ulicy Mikołajczyka. Lokatorzy
    wykupili je od Sokolni, ale w umowach notarialnych nie było jednak żadnej
    wzmianki o gruncie, na którym stoją. Okazało się, że spółdzielnia sprzedała
    grunty osobno… właśnie Sznajderowi.
    Opublikowano 4th February 2014, autor: Moher Sosnowiecki

  • PPP

    Anna Czajka , Prezeska Spółdzielni Mieszkaniowej Sokolnia zmarła na zawał , dzisiaj jest pogrzeb o 14

    • lukas772

      Po co ten pogrzeb? Czy ona sobie zasłużyła na pogrzeb i kwiaty na grobie? Nie zasłużyła. Więc olejcie tę ceremonie. Amen.