Taczka dla starosty i protest przeciwko likwidacji porodówki [ZDJĘCIA+WIDEO]

W poniedziałek, pod starostwo w Będzinie podjechała taczka… dla starosty. Tym wymownym gestem kilkudziesięciu mieszkańców miasta protestowało przeciwko likwidacji będzińskiej porodówki.

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie - fot. AR

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie – fot. AR

Nie od dziś wiadomo, że sytuacja finansowa PZZOZ w Będzinie jest dramatyczna. Co więcej, pogarsza się każdego roku. Próby ratowania placówki podejmowane przez kolejne ekipy rządzące kończyły się niepowodzeniem. Jak skończą się próby podejmowane przez obecną władzę? Zdania są bardzo podzielone. Jedno jest jednak pewne – wzbudzają spore kontrowersje, zwłaszcza decyzja o likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego w Będzinie i przeniesienie go do Czeladzi, co ma nastąpić pod koniec roku.

Sprzeciw wobec tych planów wyrazili w poniedziałek mieszkańcy Będzina, którzy zorganizowali protest. – My nie prosimy, my żądamy zmiany decyzji o likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego w Będzinie! Nie może tak być, żeby w mieście powiatowym nie rodziły się dzieci. Nawet w czasie okupacji hitlerowskiej w Będzinie funkcjonowały trzy szpitale – mówi Adam Szydłowski, organizator protestu i wicedyrektor będzińskiego MOPS-u.

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie - fot. AR

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie – fot. AR

Winą za obecną sytuację szpitala protestujący obarczają starostę, któremu placówka  podlega. Pod starostwo przywieźli taczkę przeznaczoną właśnie dla niego. – Mam 27 lat. Niedawno urodziłam dziecko w Będzinie. Jestem zadowolona z opieki i nie wyobrażam sobie żeby w moim mieście miało nie być porodówki. Nie można oszczędzać na bezpieczeństwie i zdrowiu mieszkańców. Starostwo swoją niekompetencją rujnuje szpital, a to najbardziej odbija się na nas – mieszkańcach. Tak nie może dalej być, dlatego tutaj jestem – mówi pani Monika, uczestniczka protestu.

Nie wszyscy jednak zgadzali się z protestującymi, pod budynkiem zgromadziło się także kilka osób, które inaczej oceniają decyzje starosty. – Szpital w Będzinie jest makabryczby, szczególnie oddział wewnętrzny, gdzie nikt nie chce się leczyć. Warunki na ginekologii są straszne, zaniedbania sięgają kilkudziesięciu lat. Tu nikt nie chce rodzić, a dobrzy lekarze nie chcą tu pracować. Sama tutaj nie rodziłam, moja córka też nie. Współczuję pracującym w tym miejscu ludziom. Uważam, że decyzja, która została podjęta przez starostwo jest słuszna. Szpital nie będzie generował takich długów – mówi Anna Dymowska, mieszkanka Będzina.

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie - fot. AR

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie – fot. AR

Mieszkańcy chcieli rozmawiać ze starostą, ten jednak nie uległ i nie wyszedł przed gmach budynku. Zaprosił natomiast do swojego gabinetu trzech reprezentantów protestujących. O przełomie mówić nie można, ale okazało się, że starosta po rozmowie z protestującymi postanowił zawiesić decyzję o likwidacji oddziału noworodkowego w Będzinie.

Będziemy o tym dalej rozmawiać. Natomiast odział ginekologiczno-położniczy zostaje przeniesiony do Czeladzi. Dodam, że na 1400 urodzeń w powiecie w Będzinie urodziło się do września jedynie 270 dzieci – mówi starosta Arkadiusz Watoła.

Zadłużenie szpitala, na dzień dzisiejszy, sięga 43 mln zł. W tym roku zastawiliśmy pod hipotekę budynek szpitala, Starostwa Powiatowego przy ulicy Krasickiego i budynku psychiatrii w Czeladzi. Jeżeli byśmy tego nie zrobili, w listopadzie lub w grudniu tego roku szpital byłby zamykany. Do pokrycia szpital miał stratę 21 mln zł. Dramatyczna sytuacja placówki to nie kwestia ostatnich dwóch czy trzech lat ale wielu lat zaniedbań. Po połączeniu placówek w Czeladzi i w Będzinie w jeden organizm sytuacja z roku na rok jest coraz gorsza. Uważam, że podjęte przez nas decyzje są słuszne. Wierzę, że szpital zacznie lepiej funkcjonować – dodaje starosta.

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie - fot. AR

Protest przeciwko likwidacji porodówki w Będzinie – fot. AR

Siadamy do dalszych rozmów. Podczas spotkania nie było członków zarządu, jedynie dyrektor Mizera. To nawet dobrze, bo jak się okazało starosta podziela obawy mieszkańców i zdecydowanie jego wypowiedzi i stanowisko różni się od poglądów pozostałych członków zarządu. To dobry sygnał – podsumowuje Adam Szydłowski.



Powiązane posty